Przejdź do głównej zawartości

Lista Osobista: Podróże - Miasto nad Pilicą

W tegoroczne wakacje postanowiliśmy kontynuować nasz plan zwiedzania Polski, który na dobre rozkręciliśmy rok wcześniej. W ramach jego trwania trafiliśmy do kilku kolejnych miejscowości. Jedną z nich było miasto nad Pilicą.

Tylko browar?

Gdy słyszymy Warka, pierwsze co nam przychodzi do głowy, to piwo. A jeśli piwo, to browar. Krzywdzącym byłoby jednak, gdybyśmy na takim poziomie pozostawili naszą wiedzę na temat tego miasta na Pilicą. Ja sama nie wiedziałam czego oczekiwać jadąc do Warki. Na spisanej liście mieliśmy kilka miejsc do zwiedzenia, ale postanowiłam na nic się nie nastawiać, jechać i oglądać z lekką głową, bez jakichkolwiek oczekiwań. Żeby przekonać się, jak takie podejście do mikro-turystyki  rodzinnej sprawdzi się w praktyce. I sprawdziło się wyśmienicie.
Pierwszym przystankiem był park wokół Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego (i tylko park, ponieważ podróżowaliśmy z psem [przyp.1]). Park nadal w rozkwicie, nadal zielony, ciekawie zaaranżowany i całkiem spory. Jego centralnym punktem jest pałac, w którym znajduje się wspomniane muzeum [przyp.2], zaprojektowany przez włoskiego architekta Augustyna Locci, będący w XVIII w. własnością rodziny Pułaskich (nabył go ojciec Kazimierza, Józef Pułaski). Białe ściany pałacu na tle soczystej, sierpniowej zieleni i w słońcu prezentowały się pięknie, choć sama bryła budynku nie należy, według mnie, do najbardziej urodziwych. Park natomiast okazał się przyjemnym miejscem do spacerów. Mnóstwo zieleni, przyciągających wzrok kwiatów i drzew (pomiędzy którym dostrzec można było, przypuszczam, wędrowną pasiekę), przyjemne altanki, przestrzeń dla dzieci w postaci drewnianego toru przeszkód, rzeźby, fragment kolumnady, zejście do rzeki ze ścieżką dydaktyczno-przyrodniczą oraz pomnik gen. Kazimierza Pułaskiego odsłonięty w 1979 r. Cisza i spokój (tak przynajmniej było podczas naszego pobytu). Nawet dość zmienna tamtego dnia pogoda nie odebrała nam przyjemności spacerowania.












W centrum miasta

Kolejnym przystankiem był warecki rynek. A na nim Ratusz, datowany na rok 1821, pomnik Stefana Czarnieckiego oraz Remiza Strażacka z wieżą zegarową (poddana rewitalizacji na początku XXI w.), przy której stoją wozy strażackie, zarówno konny jak i bardziej współczesny - spora atrakcja dla małych i większych chłopców, choć i Córka z ogromnym zainteresowaniem im się przyglądała. Rynek niewielki (oblegany przez tubylców, których do własnego użytku nazywaliśmy chodzącymi reklamami wareckiego browaru, niezbyt chlubnymi), zatem i chodzenia było niewiele. Był za to czas na posiłek. Wszyscy zjedliśmy największe w życiu zapiekanki, my wypiliśmy pyszną mrożoną kawę, a Córka poprawiła posiłek lodami o smaku landrynków.





Nad rzeką

Ostatnim przystankiem była Pilica. Pospacerowaliśmy jej nieuregulowanym brzegiem, zbierając z niego nieco pamiątek do domu. Popatrzyliśmy na przejeżdżający ukończonym w 1934 r., działającym do dziś, jednotorowym, kratownicowym mostem pociąg. Podglądnęliśmy przygotowania do spływu kajakowego. Odetchnęliśmy przed drogą powrotną do domu.







A to ciekawe

Za historią miasta zwykle stoi jakaś legenda. nie inaczej jest w przypadku Warki. Z informacji, które udało mi się znaleźć wynika, że tamtejsze piwo bardzo ulubił sobie Hipolit Aldobrandini, późniejszy papież Klemens VIII. nie mógł o nim zapomnieć nawet będąc ciężko chorym, a w konsekwencji pośrednio dzięki niemu wyzdrowiał [przyp.3] Inną opowieścią jest ta o słyszanych z głębi wód dźwiękach dzwonów ze świątyni, która zapadła się w miejscu tzw. jeziora dominikańskiego [przyp. 4]

Garść przypisów

[przyp.1] dla zainteresowanych osób będących właścicielami psów - po parku można spacerować z pupilem pod warunkiem, że będzie się on znajdował na smyczy, a właściciel jest zobowiązany po czworonogu posprzątać;
[przyp.2] LINK
[przyp.3] LINK
[przyp.4] LINK
jagna

Komentarze

Zainteresowało Was

#naprawdepostronienatury

Temat dzisiejszego wpisu chodził mi po głowie już od jakiegoś czasu. W myślach miałam poukładane całe zdania, jasno sprecyzowany punkt widzenia, ale wciąż brakowało mi czasu, żeby to wszystko znalazło ujście w słowach. Gdy przeczytałam o akcji #naprawdepostronienatury stało się dla mnie jasne, że nie tylko chcę zabrać głos, ale i czynnie włączyć się do tego, do czego namawiają Marta z Jadłonomii oraz Beata z Proste Miasta . Ale o co chodzi? Słyszeliście o akcji, która kryje się pod hashtagami #naprawdepostronienatury oraz #zbieramplastikzplazy ? Dla tych, którym nic to nie mówi, kilka słów wyjaśnienia - kryje się pod nimi inicjatywa mająca na celu zachęcić każdego z nas do dbania o środowisko. Nie tylko globalnie, ale przede wszystkim lokalnie. Mam propozycję - idąc do pracy albo z niej wracając, odprowadzając dziecko do szkoły, na basen, karate albo dodatkowe zajęcia z języka obcego, idąc na spacer z rodziną - rozejrzyj się uważniej wokół siebie. Spójrz na trawniki, prz...

Lista Osobista: Podróże - Na włościach Mikołaja Firleja

Ruiny pełne uroku Ruiny zamku w Janowcu zwiedziliśmy już nie raz, byliśmy tam prawie o każdej porze roku. Z każdym kolejnym pobytem odkrywamy uroki tego miejsca na nowo. Zachwycające ruiny, piękne widoki z murów, miejsce na spacery oraz obiekty udostępnione do zwiedzania - wszystko to znajdziecie właśnie na dawnych włościach Mikołaja Firleja. To on rozpoczął budowę zamku w 1508 r., kontynuował ją jego syn, Piotr. Początkowo była to budowla utrzymana w stylu późnogotycko-renesansowym, architekt Santi Gucci przebudował zamek w stylu późnorenesansowo-manierystycznym. Fortyfikacja, świadek wielu historycznych wydarzeń, na przestrzeni dziejów przechodziła z rąk do rąk. Właścicielami zamku byli między innymi: Jerzy Marcin Lubomirski, Mikołaj Piaskowski, rodzina Potockich, rodzina Osławskich. W latach 30-tych XX wieku przeszedł on w ręce prywatne, a od 1975 należy do Muzeum Nadwiślańskiego, które to nieprzerwanie prowadzi prace konserwatorskie mające na celu przywrócić budowli jej dawną ś...